wtorek, 27 października 2015

Pan Żelazko, Pani Żelazko oraz nastoletnie Żelazko

Alex od zawsze czuła zamiłowanie do nauki. Gdy była jeszcze małym szkrabem, wymyślała różne konstrukcje z metalowych puszek oraz sztućców. Kilka lat później skonstruowała prototyp plecaka odrzutowego mogącego osiągnąć prędkość świetlną. W nauce zdobywała przeciętne oceny. Nie chciała się zbytnio wyróżniać od rówieśników. Ukrywała swój geniusz pod osłoną cichej, nieśmiałej dziewczyny, która w rzeczywistości miała tak duży dorobek w konstruowaniu najróżniejszych ,,zabawek'' , że mogło pozazdrościć jej same wojsko. Wśród jej banalnych wynalazków można wymienić: samochód z silnikiem elektrycznym oraz sztuczną inteligencją, kilka robotów zrobionych ze śmieci znalezionych na wysypisku, model plecaka odrzutowego oraz wiele innych. Jednak teraz pracowała nad czymś niesamowitym, a mianowicie ulepszeniu zbroi Iron Mana. Niestety brak funduszy, niedostępność do  potrzebnych narzędzi oraz niewielkie szanse, że narysowany szkic odniesie sukces były małe. Ale nie dla Alex. Ona zawsze znajdzie plan, żeby wszystko zorganizować.
Dziewczynie, mimo wielkiego talentu brakuje coś ważnego. Miłości.
Był  deszczowy wieczór, gdy pani Lucy Narrow usłyszała cichy szloch małego dziecka w starym koszyku pod drzwiami. Wtedy po raz pierwszy ujrzała malutką kruszynkę, która najbliższe lata miała spędzić w Domu Dziecka im. św. Józefa w Nowym Yorku. Przy koszyku znalazła kopertę z najważniejszymi informacjami:

,,Dziewczynka, zdrowa, urodzona dnia 21 grudnia 1999
w Nowym Yorku w szpitalu im. św. Anny. Nazywa się Alexandra. 
Ojciec nieznany.''

Alex według protokołu miała dostać tą kartę w dniu swoich osiemnastych urodzin, ale ze względu na to, że szanse, ze znajdzie nowy dom były nikłe, postanowiła sama zatroszczyć się o swoją przeszłość. Bez wiedzy opiekunów, zrobiła zdjęcie kartki i zamierzała sprawdzić swój akt urodzenia.
Wierzyła, że podany adres szpitala, w którym przyszła na świat doprowadzi ją do biologicznej matki, która po latach na pewno chciałaby się spotkać z córką. Miała też ciche nadzieje, że w akcie znajdzie nazwisko ojca.
Nie posiadała ona nazwiska z myślą, że wkrótce zostanie adoptowana. Ten dzień nigdy nie nadszedł, więc wzięła sobie na nazwisko ,,Hope" - odzwierciedlające jej życie. Pełne nadziei na lepsze jutro. Już od trzech lat nazywa się Alexandra Christine Hope.
Była piękna czerwcowa noc. Gwiazdy beztrosko wisiały na granatowym niebie, migając od czasu do czasu. Srebrny księżyc oświetlał swoją poświatą cały Nowy York. Tak ślicznej nocy, aż chciało się zrobić włamanie do dokumentów szpitalnych.
Alex miała na sobie przylegające legginsy, czarny sweterek, sportowe buty, szarą bluzę z kapturem oraz cudowny humor. Czuła się jakby była prawdziwym ninją. Nie zapomniała zabrać torby z linkami, latarką, mapą szpitala oraz kilka innych przydatnych przedmiotów.
Pojechała pod szpital swoim granatowym Matizem. Znalazła go na złomowisku w nienaruszonym stanie z kilkoma problemami technicznymi, z którymi spokojnie mógł sobie poradzić mechanik. Dorobiła kluczyki. Wprowadziła kilka ulepszeń m.in elektryczny silnik oraz sztuczną inteligencję.
- To co planujesz, młoda? - odezwał się męski głos auta.
- Zobaczysz Technet. - uśmiechnęła się. - Możliwe, że odkryje tam rzeczy, które na dobre zmienią nasze życie.
- Twoje życie. - poprawił ją.
- Spokojnie. - zaczęła. - Do ciebie też mam specjalne plany. 
- W to nie wątpię.
- Teraz słuchaj. -zaczęła - Będę potrzebowała twojej pomocy.
- Jak zawsze.
- Otóż - zignorowała jego wcześniejszy komentarz - gdy dam ci znak, ty mnie zabierzesz szybko ze szpitala.
- Stoi, ślicznotko. 
Po czym szesnastolatka wyszła z samochodu i niepostrzeżenie wślizgnęła się do szpitala przez drzwi dla personelu.







W tym samym czasie pewien multimilioner brał udział w ,,ważnym'' spotkaniu. Omawiał on najbliższe plany produkcji z bliskimi.
W powietrzu można było wyczuć napiętą atmosferę pomiędzy bogatym playboyem a rudowłosą pięknością. Ich wspólny przyjaciel przyglądał się temu wszystkiemu z niepokojem. Gotowy on był interweniować, gdyby zaszła taka konieczność.
Pepper Potts, była dziewczyna Iron Mana, siedziała naprzeciwko swojego ex z widocznym na twarzy wyrazem pogardy. Jej postawa jakby mówiła, że to obrzydliwe, że kiedyś całowała się z takim idiotą jak pan Stark. Ten z kolei założył okulary przeciwsłoneczne, żeby móc jak najlepiej oglądać swoją dawną sekretarkę. Miał on w sobie mieszane uczucia. Z jednej strony chciał, żeby ukochana do niego wróciła, a z drugiej strony miał wielką ochotę skoczyć na nią i całować jak prawdziwy zwierz. Ukrywał to, jednak pod dobrze wyrobioną maską. Wciąż udawał wolnego, bezproblemowego playboya z dobrym humorem i wyśmienitego kochanka.
Rhodney, dobry przyjaciel tej dwójki czuł się po raz pierwszy niekomfortowo wśród nich. Otóż widział jak wyprawiają jakieś głupoty, które musiał akceptować, ale teraz to wyglądało o wiele poważniej niż kłótnia, w której restauracji będą jeść. Nie miał bladego pojęcia z jakiej przyczyny ze sobą zerwali ani żadnego pomysłu jak ich zeswatać. Wierzy, bowiem, że ten ich dziwny związek był silny i miał pewność, że w przyszłości zaowocowałby to małżeństwem. Na razie musiał zapomnieć o czymś takim.
Wszyscy siedzieli nieruchomo od ponad dwóch minut czekając na pierwszy ruch. Wszystko to zostało przerwane wraz z wiadomością Furego.
- Stark, zgłoś się. - krzyknął mały hologram szefa T. A. R. C. Z. Y.
- Tu jestem. - uśmiechnął się.
- Słuchaj mamy poważny problem...



I jak Wam się podoba?
Ja jestem zadowolona :3









piątek, 23 października 2015

Piorunująca laska - Rozdział pierwszy

Wszystko mnie bolało.
Czułem jak każdy mój mięsień jest obity jakbym spadł na ziemię z niezwykłą szybkością i z bardzo wysokiego punktu. Nawet najmniejszy ruch sprawiał mi ból.
Otworzyłem oczy.
Widziałem jasnobłękitne niebo, które powoli zaczynało się robić coraz ciemniejsze. Było widać tylko nieliczne chmury i srebrny księżyc w kształcie rogalika.
Niedaleko za mną znajdował się las. Widziałem majestatyczne korony najróżniejszych gatunków drzew.
Leżałem na łące wśród wielu roślin, kwiatków oraz małych biedroneczek, które latały mi nad głową.
Później zobaczyłem konia.
I pamięć mi natychmiast wróciła.
Nazywam się Ethan Enderson. Mam szesnaście lat. Mieszkam w Los Angeles w stanie Kalifornia. Chodzę do pierwszej klasy liceum w szkole Angeles High School. Mam konia Cukierka.
Przypomniałem sobie , że wybrałem się na przejażdżkę po nowym, niezbadanym jeszcze przeze mnie terenie. Wtedy coś spłoszyło Cukierka. Zaczął uciekać jak szalony, a gdy zbyt mocno pociągnąłem go za uzdę gwałtownie zahamował, zrzucając mnie z siodła.
To nie był pierwszy raz, gdy spadłem z wierzchowca. Na samym początku nauki to, co chwilę leciałem, więc powoli się przyzwyczaiłem. Ale ten upadek zaliczyłem pierwszy raz od trzech lat, więc miałem prawo trochę się poskarżyć.
Nie potrafiłem, jednak gniewać się na Cukierka. Towarzyszy mi prawie całe życie i traktuję go jak starego dobrego kumpla.
Z pomocą mojego zwierzęcego przyjaciela, podniosłem się. Nogi miałem obolałe jak wtedy, gdy wybrałem się z kuzynem na pięciogodzinną wyprawę konną.
Rozejrzałem się po okolicy. Pomiędzy drzewami ujrzałem małą chatkę. Była wybudowana z drewna i porośnięta mchem. Należałem do osób ciekawskich, więc powoli ruszyłem w kierunki domku. Po chwili stwierdziłem, że jest opuszczony o czym świadczyły brudne szyby, dziura w dachu oraz chwiejna konstrukcja.
Zostawiłem konia koło domku, żeby w razie potrzeby, mógłbym szybko uciec. To było głupie, ale nie wiadomo co mnie czeka za drzwiami. Cukierek nastawił uszy. Zaczął się rozglądać, jednak niczego niepokojącego nie zauważyłem.
Schody skrzypiały, gdy po nich wchodziłem, po chwili otwarłem drzwi, które powinien ktoś naoliwić. Pierwsze co mnie uderzyło to zapach stęchlizny i różanych perfum. Dziwna mieszanka.
Później zauważyłem liczne zdjęcia. Były na nich głównie mała dziewczynka z matką, a potem fotografie z okresu jej dorastania. Jedno z nich rozpoznałem. Przedstawiało ostatnią klasę podstawówki, na którym - ja i ta dziewczyna staliśmy obok siebie, uśmiechnięci od uch do ucha.
Wtedy usłyszałem dziwny hałas. Nim zdążyłem się zorientować, byłem przyparty twarzą do podłogi. Ręce miałem wygięte, a na twarzy czyjegoś buta. Oprawca wbijał mi paznokcie w skórę, ciężko oddychał oraz całym ciałem przypierał mnie do podłogi.
Trwaliśmy nie długo w takiej pozycji, bo nagle ta osoba odskoczyła i szybko uciekła w drugi kąt pokoju.
Wstałem, rozmasowując obolałe miejsca.
Zacząłem się przyglądać zamaskowanej postaci. Była drobnej budowy, o wiele niższa ode mnie. Na pewno była dziewczyną o czym świadczyła jej figura. Miała na sobie czarne podróbki vansów. Reszty nie mogłem określić, bo miałam na sobie czarną pelerynę z kapturem sięgającą jej do kostek.
Po chwili niezręcznej ciszy, w końcu się odezwała:
- Proszę, nie mów nikomu, że tu jestem. - w jej głosie słyszałem wyraźną skruchę.
- Dobrze...
- Skylla. - podeszła do mnie i podała rękę.
Uścisnąłem ją niepewnie.
- Ethan Enderson. - przedstawiłem się.
- Z tego co pamiętam to chodziliśmy razem do podstawówki. - po czym zdjęła kaptur.
Moim oczom ukazały się długie, piękne złociste włosy, duże, błękitne oczy, jasną cerę oraz duże, malinowe wargi, które ułożyły się w przyjazny uśmiech. Od razu rozpoznałem, ze ma norweską urodę. W jej głosie słyszałem wyraźny akcent.
- Skylla? - uradowałem się. - Mała, słodka wkurzająca Skylla.
- Ethan. Miło widzieć mojego kochanego, dwumetrowego drwala.
- Widzę, że z wiekiem piękniejesz.
Zarumieniła się.
- Więc, czemu mieszkasz w tej dziurze? - spytałem się.
- Powiedźmy, że jestem poszukiwana przez samych bogów.
- Nie wiem czy nazwałbym tak tutejszą policję...
- Chodzi mi o bogów. - zaczęła gestykulować. - O bogów nordyckich. Oni mnie poszukują, bo ...


Hej ;) I jak się Wam podoba?
Bo ja muszę się przyznać, że nie jestem zadowolona z pierwszego rozdziału :/
Obiecuję, ze następne będą lepsze ;)
Batgirl

czwartek, 22 października 2015

Tatatatatatralalaltralalala

Otóż chciałam Was poinformowć mieszkańcy Gotham City ( a stajecie się nimi wraz z wejściem na bloga), że z zaufanych źródeł dowiedziałam się, że rodział pierwszy pojawi się jutro w godzinach wieczorowych, kiedy zaczne misję ;)
W opowiadaniu wystąpią pewni bohaterowie z komiksów Marvela :)
Dobranoc :*
Śpojcie spokojnie, bo nad Wami czuwam
Batgirl

poniedziałek, 19 października 2015

Witam :)

Jestem Batgirl :)
Będę waszą nową bohaterką, która zabierze was w magiczny świat opowiadań. Tego bloga założyłam z zamiarem napisaniu na nim kilku ciekawych historii, żeby sprawdzić jak radzę w sobie w zwalczaniu ortografii, ratowaniu moich bohaterów literackich oraz opowiedzeniu o nich. :)
Mam na razie jedną misję do wypełnienia, ale mam nadzieję, że Wy mi pomożecie w mojej początkowej karierze pisarskiej. Podsuwajcie ciekawe pomysły, a może którąś z nich się zmierze :)
Czekam na komentarze
Robi się już ciemno, a to znak, żeby założyć pelerynę i udać się na misję ;)
Całuję
Batgirl